poniedziałek, 11 listopada 2013
niedziela, 3 listopada 2013
No więc tak.. Nie brałam nic od przeczytaniu komentarzy pod ostatnim postem. Macie racje, to jest gówno.. Ale ja to kocham po prostu. Nie brałam, ale za to przez ostatnie 2 dni wpieprzałam co popadnie.. Dzisiaj słodyczy zjadłam w ch*j. Więc dzisiejszy bilans to jakieś 10000000000000 kcal.... Wczoraj też. Wracam do tabaki. Nic mocniejszego nie będę raczej brała, bo jak moja rodzicielka by się dowiedziała że znowu coś biorę to mnie z domu wypieprzy. Tak więc zostaje mi jedynie tabaka. Niby to nic takiego ale mi pomaga...naprawdę mi pomaga. Teraz czuje jakby mi miało żołądek wysadzić,, Jest mi ciężko. Nie chce już czuć tego jedzenia w sobie. Nie chce też znowu zacząć wymiotować, bo znowu mi zaczną wypadać włosy garściami...Muszę się pozbierać. Jutro będzie lepiej. Musi być lepiej! Jak nie skończę z napadami to znowu będę ważyć 60 kg ...a może już ważę? Nie wiem.. Nie chce wiedzieć. Przeraża mnie myśl o ważeniu. Ja mam już obsesje na punkcie jedzenia. Obsesyjnie liczę kalorie. Gdy coś zjem mam mega wyrzuty sumienia. Nienawidzę tego uczucia. Nie chce tak żyć, licząc kalorie wszystkiego co wezmę do ust. To nie jest życie. To pułapka. Jednak boje się zarazem, innego życia. Bez kontroli.. Bez Any... To wkońcu moją przyjaciółką. Pomaga mi być idealną. Nie chce ją zawodzić tak jak przez ostatnie 2 dni. Musze być tak jak ona, idealna.. I będę! Zobaczycie że będę!
Zastanawiam się nad kupnem Sudafedu. Co myślicie? Używałyście? Jak na was działa?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



