piątek, 25 października 2013

Z jednej strony zwycięstwo a z drugiej porażka?

Nie zrobiłam jeszcze zdjęć mojej sylwetki, ale wkrótce sie pojawią. Miałam napisac notke wcześniej ale nie mialam na to niestety czasu. Bilansik musze przyznac calkiem niezły od kilu dni. We wtorek zjadłam (wypiłam) tylko kilka łyżek krupniku(ok. 20kcal), w środe zjadlam 5 herbatników (100 kcal), w czwartek bardzo maly kawałek bułki z jakims miesem (ok. 60 kcal) i 6 herbatnikow (120 kcal), a dzisiaj niestety gorzej bo były urodziny drucha (jestem harcerzem:)) i był tort, zjadłam dość duży kawałek (ok. 600 kcal) i poł kromki chleba ;/ (50 kcal). Nie waże sie od poniedziałku. W poniedziałek zważyłam sie wieczorem, w ubraniu i po 3 dniach obrzarstwa..przeraziłam się widząc liczbe 60! Choc nie powinnam sie dziwic skoro wtedy przez kilka dni jadlam bez przerwy co popadnie mi w ręce.. i wazyłam sie wieczorem wiec to tez sie troche przyczyniło do tej liczby bo powinno sie wazyć rano. Jutro ponieważ jestem caly dzien w domu planuje sb zrobic budyń. Już tydzień z mną chodzi ale zrobie go w inny sposób ..taki light. Z poł szklanki mleka zmieszaną ze szklanką wody, odmierze poł szklanki, wsypie budyń i tak zagotuje dodając słodzik. Wiem ze za mało tego ''mleka'' na jedną porcje ale mi tak bardziej smakuje bo jest gęstszy i troche..gumowaty? Nie.. Nie wiem jak to nazwać :D jutro napisze czy dobry wyszedł.

A tak wogóle to to życie mnie męczy. Wszystko mnie męczy. Nie czuje satysfakcji z życia. Z rodzicami wieczna wojna bo 'ćpam' i robi sie ze mnie ''wróg kościoła''... Kurwa! To moje życie i im nic do tego czy zmówiłam paciorek i czy poszlam grzecznie do kościółka. No szlak mnie trafi. Dzisiaj dwugodzinne kazanie mialam. Psychike i tak już mam zjechaną na maxa.. Przez rodziców i ich schizy i szaleńczą wiare w Boga.. Przez chłopaka, z którym miałam już wiele niemiłych wspomnień..głównie z   mojej winy..w depresje wpadam po mału. Moje życie jak na raze jest do dupy jednym słowem. Czekam tylko na to żeby iśC do szkoły średniej i internatu a póżniej wynajme sobie jakieś miaszkanie i ch.uj nie będe z tymi wariatami mieszkac pod jednym dachem!
Amen! -_-

Dobra. Ide spać. Pewnie nie zasnę. Ale musze spróbować! Musze spróbować sie uspokoić.
Trzymajcie się Motylki!

3 komentarze:

  1. Jak Ty malutko jesz! Nie ważyłaś się jeszcze od czasu tych 60 kg? Jestem mega ciekawa ile ważysz teraz!
    Czekam na zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. zdjęcia dopiero w poniedziałek :) zważe sie dopiero za kilka dni bo narazie się boje :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie też męczy życie, znajomi, rodzice, wszyscy. Nie mogę się doczekać aż stąd wyjadę i zostawię to za sobą. Na pewno teraz ważysz o wiele mniej, oby tak dalej Ci szło.

    Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do mnie
    http://darknessmotions.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń